Przejdź do głównej zawartości

Posty

Co to ja miałam...

Miałam dużo pisać. I dodawać dużo zdjęć. Z tym pisaniem to mam jednak problem. Co innego wypisywać głupoty, a co innego pisać na poważnie i w dodatku na temat. Po ostatniej próbie stwierdzam, że albo się będę baaardzo starać i ciężko pracować, albo zostanie mi jednak wpisywanie głupot. Od dwóch miesięcy wrzucam zdjęcia na instagram. Od dwóch miesięcy badam też dokładnie wrzucane tam zdjęcia i ich opisy. I im dłużej je badam, czytam i oglądam, tym bardziej pojmuję, że pisanie to jednak trudna sztuka. Odnoszę wręcz wrażenie, że u mnie proces twórczy przebiega bez rozumowania logicznego. Tak, jakby działały dwa poziomy. Jeden ciężko rozważa problemy świata doczesnego, a drugi intuicyjne przestawia, co popadnie, przemalowuje, przenosi, układa... Czasami z kolei działanie jest całkiem świadome, ale rozpoczęte przypadkowo... Typowy przypadek: Teściowa chciała pisaki, żeby poprawić napis na płycie nagrobnej. Polazłam więc do plastycznego, dzielnie i ofiarnie, w straszliwym upale... W plastyc...

Jak tworzę wnętrza, czyli więcej zdjęć...

Nie wiem, jak tworzę wnętrza. Po pierwsze oszczędnie. To znaczy w kwestii finansowej oszczędnie. Uwielbiam komisy meblowe. Za lumpeksami nie przepadam, ale też zwiedzam, szczególnie ten zaraz obok. Mają tam kupony tkanin, u nas praktycznie nie do kupienia. I prawie żadnych zakupów przez internet nie czynię. Nie wiem, czy nie mam szczęścia, czy rozumu, ale jakoś, co nabyłam, to trwałam w zadziwieniu. Po drugie oszczędnie. W kwestii kolorystyki oszczędnie. Nie mam wyczucia kolorów, ale szczęśliwie w pełni zdaję sobie z tego sprawę. Po trzecie ekologicznie. To wprawdzie skutek uboczny manii zbierania rupieci, ale wszystkie drzewa wycięte na moje meble już zdążyły odrosnąć. I po czwarte ekologicznie, z minimalną ilością tworzyw sztucznych. Bez plastikowych naczyń i sztućców, uchwytów meblowych, ramek, lampek, dywanów z polichlorku, koszyczków, organizerków,  poszewek z wiskozy, narzut z polipropylenu i innych cudów z ropy naftowej. Wyjątek stanowią sztuczne kwiaty, których od zawsz...

Impas twórczy

Mam lenia. Czymś bym się zajęła, ale nie tym, co mam do zrobienia. Kanciapa wymaga zdecydowanej poprawy aranżacyjnej ścian. Tak to już jest, jak się wiesza co popadnie i gdzie popadnie... Miałam dobrą wolę przystąpienia do działania, ale mi się skończyła, jak potłukłam szybkę od grafiki. Natura obdarzyła mnie całkowitym brakiem koordynacji ruchów i głębokim jak Rów Mariański lenistwem. Za to koncept zawsze jakiś świetny mi do głowy przyjdzie, typu po co chodzić dwa razy... W zasadzie zawieszanie całych ścian fidrygałkami jest pozbawione jakiegokolwiek sensu. Tylko ramek do odkurzania i szybek do mycia przybywa. Ale wszystkiego po szafach upchnąć się nie da, czasami trzeba coś wyjąć, na przykład pamiątki z Francji, tym bardziej, że oprawione... Koktajl z truskawek zdopingował mnie na tyle, że zmieniłam bieżnik na stole, tymże koktajlem umazany,  udałam się więc po wsparcie do męża, który na odczepnego, w ogóle chyba nie słuchając moich marudzeń, stwierdził, że najlepiej zrobi...

Podoba...

Nigdy nie wiedziałam, co mi się podoba. To znaczy wiedziałam, że coś mi się podoba, a coś nie podoba, ale jakoś nie mogłam się na jeden kierunek podobania nastawić. Kiedyś odkryłam, że do bólu podoba mi się stary biały fajans... wzruszyłam więc na poszukiwania i nabyłam porcelanę w kwiaty... Efektem poszukiwań eklektycznej szafy był zakup secesyjnej bieliźniarki. Kiedy już odkryłam, że kocham secesję, trafił się indyjski parawan... Moje cztery kąty to totalny miszmasz.  Wychowałam się w rodzinie dość konserwatywne nastawionej do wystroju wnętrz. Większość mieszkań przypominała raczej antykwariaty. W takim otoczeniu człowiek wie, czuje każdą komórką jestestwa, że nie uchodzi trzymać łokci na stole, garbić się, drapać, czochrać, marudzić, snuć w rozlazłych dresach i pić z obitego kubka...jednym słowem - do bani.  Za to zaczyna pożądać artefaktów, których ma nie ruszać. Dzbanków przywiezionych z Berlina przez prababkę, zasuszonego krokodyla, wachlarzy babci ze strusich piór, dz...

Suszone kwiaty, czyli fidrygałki do kurzu łapania.

Dzisiaj krótko. Nic tak świetnie się nie kurzy, jak suszone kwiaty. I nie da się tego odkurzyć, umyć ani obetrzeć. W zasadzie suszone kwiaty są absolutnie zbędne, pruszą się i zagracają, ale, jak wszystkie fidrygałki,  cieszą. Od razu się przyznam, nie spryskuję niczym, ani lakierem, ani środkiem na mole, nie stosuję chemii i suszę w pęczku, a nie na sztuki. Tak po prostu, wieszam w ciemnym i przewiewnym miejscu, główkami w dół. I nic poza tym. 
Zdobyłam kufer. Pomalowany na biało, bez zawiasów i zamknięcia. W dodatku jakoś do mnie nie dotarło, że jest taki ogromny... Główną zaletą przedmiotów wykończonych przez poprzednich właścicieli jest ich stan. Trudno zaatakować farbą biedermeierowskie lustro w dobrym stanie.  Serce się kraje nawet mi, mimo, że nie lubię czeczotki. Ale rzeczy totalnie zabite dają możliwość wręcz nieograniczone, tym bardziej, że niezależnie od wyniku twórczości gorzej już nie będzie. I tak oto, w celu niekurzenia w domu, wyniosłam obiekt na podwórko...  Po dokładnym zbadaniu okazało się, że na drewnie jest warstwa szpachli, biała farba olejna i biała farba akrylowa do drewna, przy czym szpachla odłazi... Nauczona doświadczeniem, ponieważ już kiedyś walczyłam z takim zestawem chemii, zrezygnowałam z opalarki i wyciągnęłam kątówkę. Kątówką szlifuje się wręcz błyskawicznie, niestety jest nieco nieporęczna i wymaga odrobiny wprawy...  Nie chciałam skrobać do gołego drewna, w ...
Wielokrotnie zastanawiałam się, gdzie ludzie zdobywają swoje skarby. Kierowana ciekawością i skuszona wizją udostępnienia wiedzy na ten temat pracowicie czytałam wpisy i artykuły typu "jak i gdzie kupować/zdobywać/wynajdywać cuda wszelakie za grosze"... I za każdym razem odczuwałam głębokie rozczarowanie. A to okazywało się, że należy rano wstać i ruszyć na Targ na Kole, a to że koniecznie trzeba mieć zaprzyjaźnionego antykwariusza, który specjalnie dla mnie znajdzie i odłoży, a to że Jarmark Dominikański to kopalnia cudownych okazji... Nie mówiąc o eksploracji rodzinnych strychów pełnych antycznych artefaktów. No i oczywiście pchli targ. Nie mieszkam w Warszawie, więc na Koło nie dolecę o poranku, chyba, że wstanę ciemną nocą i w pociąg wsiądę. Na zakupy u zaprzyjaźnionego antykwariusza mnie nie stać. Jarmark Dominikański jest raz w roku i oferuje ceny antykwaryczne. Rodzinne strychy, o ile w ogóle występują, zawierają głównie suszące się pranie. I sporadycznie gniazda os. ...